Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Żulczyk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Żulczyk. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 maja 2016

7 grzechów głównych seriali. Polskich.

Pycha, chciwość, gniew, nieczystość, nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu, zazdrość, lenistwo – tak to wygląda w Katechizmie i znanym filmie Davida Finchera. W publicystyce formułę 7 grzechów wykorzystywał chociażby Marek Oramus. Uznałem więc, że i ja mogę.
Przygotowanie 7 grzechów głównych polskich seriali dało mi w kość. Jak objąć tak szeroki materiał w godzinnym wystąpieniu (plus pytania publiczności)? Jak być zabawnym, a jednocześnie rzeczowym, nie wpadając ani razu w pułapkę malkontenctwa, ironii i hipsterskiego nihilizmu? Jak wreszcie przygotować się psychicznie na fakt, że konwent nie jest konwentem, a festiwalem i na sali pojawią się zawodowcy? Gdybym widział to ostatnie wcześniej, to bym się nie odważył robić takiej prelekcji. Na szczęście dowiedziałem się dopiero kilka godzin przed.
Przy okazji okazuje się, że kondycja polskich seriali to nie tylko mój prywatny feblik. Rozmawiano też o nich na festiwalu w Warszawie. Jak opinie ludzi z branży mają się do moich prywatnych opinii – oceńcie sami.

poniedziałek, 26 października 2015

Father Brown 2

Pond rok temu pisałem tutaj o Księdzu Brownie. W międzyczasie serial dorobił się trzeciego sezonu i zapowiedzi czwartego, więc napisałem o nim ponownie. Na - gdzieżby indziej - Pulpozaurze. Co ciekawe, recenzje z Pulpo nie jest sequelem wpisu na blogu, ale jego remake'iem. Dołączyłem więc to niewielkiego, ale fajnego grona: Junger popełnił kilka wersji Stalowych burz, De Mille dał nam dwukrotnie Dziesięcioro przykazań, a Rybkowski - Nikodema Dyzmę.
Jak widać, ostatnimi czasy sporo tu pisuję o kryminałach. Zwłaszcza polskich. Nic dziwnego, dużo ich ostatnio, a po zawojowaniu półek, uderzają na ekrany. Jest Prokurator (nierówny, ale chcę drugiego sezonu), drugi sezon Zbrodni (jeszcze jeden odcinek przed nami, ale chyba ciut lepiej, niż w pierwszej odsłonie). Niedługo na HBO Pakt z Dorocińskim (znowu format ze Skandynawii, a konkretnie z Norwegii), TVP kręci na przyszły rok Komisję morderstw, a Canal+ Belfra (do scenariusza Żulczyka!). Nagle chce się dać szansę polskiej telewizji. Wprawdzie Zwierz popkulturalny pisze, że w kryminałach zawsze byliśmy nie najgorsi i prawdziwym wyzwaniem byłaby nieżenująca obyczajówka. Podobno TVP nad czymś takim po cichu pracuje.
Sukcesy polskich kryminałów nie ukryją jednak jednego - czas coś więcej napisać o fantastyce. Iść dalej z Pratchettem. Zrealizować kilka innych planów.
Wszystko po kolei.

wtorek, 21 sierpnia 2012

Heca większa, niż Daniken na Polconie

Jest takie francuskie wyrażenie l’esprit de l’escalier, a oznacza spóźnioną ripostę. Wszystkie cięte teksty, wszystkie genialne pomysły pomyślane poniewczasie są owym duchem schodów (bo tak to się tłumaczy na polski). Ja swojego l'espirita zaliczyłem przed momentem. Jaka szkoda, błysnąłbym geniuszem.
Chodzi o Polcon. Ptaszki ćwierkają, ze aktualny, ten z Danikenem i ambasadorem Davida Icke na Polskę, ma być ostatnim. Przyszłoroczny się nie odbędzie, bo organizująca go ekipa z Torunia wykruszyła się, a o jeszcze następnym lepiej nie mówić. To znaczy: nikt nic nie mówi, więc chyba jest bardzo źle.
Przepadł przez to mój pomysł, który stopniem kontrowersyjności przerósłby największą nawet aktywność reptilian i Otchłani we Wrocławiu.
Jak pewnie pamiętają P.T. czytelnicy, po Krakonie narzekałem, że fandom się kończy, a współegzystencja z fandomem mangowym, growym i innymi, w imię wiary we wspólne wartości, moja się z celem. Zarzuciła wtedy Czereśnia (streszczam rozmowę z komentarzy, bo nie każdy się w takie rzeczy wczytuje) dyskursem kolonialno-imigranckim. Że niby jestem jak ci, co każą emigrantom wynieść się z ich kraju. Nie lubię tego toku rozumowania, bo rzadko kiedy co wyjaśnia, raczej tylko zaciemnia. Mnie chodziło o coś innego. Związek literatury fantastycznej z grami, anime, komiksem euroatlantyckim itp. to takie młodzieńcze małżeństwo, zawarte ze względu na to, że razem miło nam było ("ty jeździsz na brudstock, ja jeżdżę na brudstock, lubimy się... pobierzmy się!").  Z biegiem czasu zaczyna to coraz bardziej przypominać małżeństwo z rozsądku (z kim, jak nie z tobą, w innej wsi baby/chłopa szukać nie będę). Ja proponuję iść z duchem postępu i wprowadzić do fandomu związki partnerskie. Nieprzesadne w składaniu sobie zobowiązań. Tylko tyle i aż tyle.
Bo skoro możemy poużywać wreszcie swobody, czemu fantastyka nie mogłaby trochę zaszaleć, otworzyć się na nowe przeżycia, zamiast ciągle powtarzać te same pozycje z tymi samymi partnerami? Dlatego proponuję co następuje:
  • zaprosić na Polcon głównonurtowców;
  • zrobić cały głównonurtowy blok programowy.
Czas wreszcie zwinąć front tej bratobójczej wojny, wywiesić białe flagi i przestać się wzajemnie wykluczać, bowiem lepiej mówić o tym, co nas łączy, niż co nas dzieli. Zacząć należy od gości. Łatwo złożyć konstruktywny skład:
  • Olga Tokarczuk – niespełnione marzenie fandomu. Tyle nasłuchałem się głosów, co by to nie było, gdyby była "nasza". Czas wreszcie zapytać ją o to osobiście.
  • Dorota Masłowska. Główny nurt wyniósł ją na piedestał, zaś fandom krytykował od najgorszych za właściwie to samo – miała była Woją polsko-ruską otworzyć literaturę na falę młodych awangardowych debiutów. Tymczasem raczej była epigonem tego nurtu i sam Paweł Dunin-Wąsowicz przyznał, że rządzą dwaj panowie D, Dukaj z Dehnelem. Poza tym Dorota Masłowska bywa czasami nieziemsko staroświecka i wbrew faktom, że dzisiaj każdy ma styczność z fantastyką, zdaje się nie mieć o niej większej wiedzy. A może jest na odwrót? Trzeba się dowiedzieć.
  • Jacek Dehnel – grał za młodu w Magię i miecz, w małym palcu ma steampunkowy cosplay i przeżył bliskie spotkanie z Przewodasem. To już właściwie nasz człowiek.
  • Jakub Żulczyk. Głównonurtowiec, ale publikował w NF. Zna fantastykę. Nie spotkałem go jeszcze osobiście, więc stąd ma propozycja.
Taka ekipa pozwoliłaby rozruszać fantastyczny światek. Dowiedzielibyśmy się wreszcie, gdzie są większe pieniądze i uznanie czytelników, czy oni tam rzeczywiście nurzają się w paraliterackim bełkocie i dlaczego Dukaj znowu nie dostał Nike. Oni w zamian poznaliby nowych ludzi, zrewidowali uprzedzenia (jeśli takowe mają), a kto wie, może Tokarczuk szepnęłaby słówko Sierakowskiemu, aby zrobić numer Krytyki politycznej o SF, fantasy i horrorze. Wreszcie zajaśniałoby światełko dla tak wyczekiwanej lewicowej fantastyki. Fantastyka prawicowa z kolei poznałaby nowe trendy w modzie męskiej, czyli cokolwiek innego niż kamizelka wędkarska. Tu liczę na dyskretne słówko Dehnela.
Fantastyczna kultura wzmocniłaby się, jakby Żulczyk zarzucił nutę pokazując, że muzyka to nie tylko metal i rock progresywny. Jeszcze nie wiem, co mogłaby zrobić dobrego Dorota Masłowska, ale prelekcja pt. Nieprzezroczysta narracja i inne szklanki literackie może być tu ode mnie luźną propozycją.