czwartek, 24 lutego 2011

Przejażdżka

Jadę autobusem, ładne mamy teraz w Krakowie autobusy, ze szkła i błękitu, jak prefabrykaty drapacza chmur. Grzejnik dmucha po plecach ciepłym powietrzem, a ja czytam – nareszcie! – Chochoły Wita Szostaka. I trochę też dumam o mieście.

Bo taka moja Alma Mater, budynek piękny i nowoczesny jak ów autobus, tylko utkany ze szkła i tynku, tkwi w historii niespełnionej. Tędy – w powstaniu, którego nie było – miało iść natarcie na dzielnicę niemiecką. Mam do niej sto metrów. Czasem przechadzam się i nie mogę się nadziwić, że to wszystko było nur fur Deutsche. A w ładnej piaskowej kamienicy urzędowało Gestapo. Do siedziby "rządu" Generalnej Guberni też mam o rzut kamieniem. Tu by się akowcy roztrzaskali o ścianę ołowiu, czy dopiero pod Wawelem? U. twierdzi, że powstanie skończyło by się po pięciu minutach. Bo to Kraków, mówi. Ale to nie byliby żołnierze z Krakowa. Cała operacja przebiegać miało schematem lwowsko-wileńskim: oddziały wychodzą z lasu i uderzają na miasto. Z drugiej strony, w Krakowie, mieście pięć razy mniejszym od Warszawy było dziesięć razy więcej Niemców. Samych cywili 10 tysięcy, a każdy ze służbową. Pewnie więc skończyło by się w jak u Benny Hilla: Benny Hill wyciąga obrus spod zastawy tak szybko, że ani jedna filiżanka się nie stłukła.
Ale tego nie było; idę Czarnowiejską, idę Urzędniczą. Osiemdziesięcioletnie kamienice stoją jak je wybudowano i chyba nawet pocisk z procy nigdy nie ukruszył ich murów.

poniedziałek, 7 lutego 2011

Wojskowe epicentrum

Wojsko mnie ominęło. Dwa razy zdążyłem zanieść na WKU zaświadczenie o nauce, potem władza zawiesiła pobór. Chyba bezpowrotnie. Niemniej załapałem się na straszenie wewojskiem. Polegało to na tym, że gdy miałeś lat siedem i zadawałeś jakieś pytanie z gatunku "dlaczego", odpowiadano ci, że pójdziesz do wewojska, to się nauczysz. Potem, gdy dorastałeś, wewojsko stawało się czymś mrocznym w rodzaju Cyganów. Jeśli byłeś złym studentem, wewojsko cię zabierało, tak jak Cyganie zabierają niegrzeczne dzieci. Niektórych rzeczywiście zabierało. Wracali odmienieni, mieli trochę więcej kolegów, a w ich sercach zasadzony był bakcyl rezerwy. Rezerwa to była taka dziwna choroba objawiająca się wraz z andropauzą. Zarażeni stawali się rezerwistami, brzuchatym ludkiem cierpiącym na urojenie, że dwa lata obierania kartofli w jednostce uczyniło ich kieszonkowymi Clausewitzami, znawcami oręża i techniki militarnej.

niedziela, 6 lutego 2011

Chryje ideowe

Pomyślałem, że dawno już nie było porządnej fandomowej chryi ideowej. Są dyskusje, czasem ostre, często pobudzające intelektualnie – ale to nie chryje. A przecież bywały takowe. Pojawił się artykuł albo opowiadanie, ktoś z fantastów powiedział mądrą rzecz, co inicjowało wrzenie. Deliberowały fora i piwne dyskusje w realu, czasopisma pękałyby od polemik i komentarzy kanibalizujących zwykła publicystykę. Działo się i fandom żył.
Ponieważ na razie jest spokojnie, podaje poniżej mój osobisty ranking najważniejszych chryj ideowych ostatnich lat.