poniedziałek, 7 lutego 2011

Wojskowe epicentrum

Wojsko mnie ominęło. Dwa razy zdążyłem zanieść na WKU zaświadczenie o nauce, potem władza zawiesiła pobór. Chyba bezpowrotnie. Niemniej załapałem się na straszenie wewojskiem. Polegało to na tym, że gdy miałeś lat siedem i zadawałeś jakieś pytanie z gatunku "dlaczego", odpowiadano ci, że pójdziesz do wewojska, to się nauczysz. Potem, gdy dorastałeś, wewojsko stawało się czymś mrocznym w rodzaju Cyganów. Jeśli byłeś złym studentem, wewojsko cię zabierało, tak jak Cyganie zabierają niegrzeczne dzieci. Niektórych rzeczywiście zabierało. Wracali odmienieni, mieli trochę więcej kolegów, a w ich sercach zasadzony był bakcyl rezerwy. Rezerwa to była taka dziwna choroba objawiająca się wraz z andropauzą. Zarażeni stawali się rezerwistami, brzuchatym ludkiem cierpiącym na urojenie, że dwa lata obierania kartofli w jednostce uczyniło ich kieszonkowymi Clausewitzami, znawcami oręża i techniki militarnej.

niedziela, 6 lutego 2011

Chryje ideowe

Pomyślałem, że dawno już nie było porządnej fandomowej chryi ideowej. Są dyskusje, czasem ostre, często pobudzające intelektualnie – ale to nie chryje. A przecież bywały takowe. Pojawił się artykuł albo opowiadanie, ktoś z fantastów powiedział mądrą rzecz, co inicjowało wrzenie. Deliberowały fora i piwne dyskusje w realu, czasopisma pękałyby od polemik i komentarzy kanibalizujących zwykła publicystykę. Działo się i fandom żył.
Ponieważ na razie jest spokojnie, podaje poniżej mój osobisty ranking najważniejszych chryj ideowych ostatnich lat.

środa, 2 lutego 2011

J'accuse was, transhumaniści!

Na pierwszym roku studiów, na kursie fizyki, miałem wykład o obróbce danych. Między innymi miałem podaną formułę matematyczną, jak wyniki pomiaru aproksymować do zależności liniowej.
Jakieś dwa tygodnie później odbyło się laboratorium, na którym miałem sprawdzić prawdziwość wzoru. Był prawdziwy, wyniki za to wyjątkowo nie pasowały. Wyliczona funkcja liniowa (y=ax+b) miała niezerowy współczynnik c, co kompromitowało: albo prawo Ohma, albo mnie. Ponieważ nie było możliwości powtórzenia eksperymentu, a nie uznałem, że doktór uwierzy prędzej Ohmowie niż Ziucie, dopuściłem się sztuczki. Wziąłem linijkę i poprowadziłem na wykresie piękną prostą przecinająca punkt (0,0). Wynik obliczeń poprawiłem, przesuwając przecinek tak, by problem można było zaniedbać.

***
Odkąd przeczytałem po raz pierwszy o transhumanistach, czułem instynktownie, że to podobne przekrętasy, co ja. Biorą wykres wzrostu mocy obliczeniowej komputerów, przy pomocy umiejętnie podstawionej linijki tuningują prostą. Prosta przebija sufit, a transhumaniści z dumą oświadczają: "to nie ja, to Osobliwość".
I nie ma w tym złej woli. Współczesny racjonalizm-scjentyzm zaspokaja wszystkie duchowe potrzeby człowieka za wyjątkiem Życia Wiecznego. Trzeba więc było wymyśleć przynajmniej namiastkę. Erzac.