wtorek, 18 maja 2010

VanderMeer

Skończyłem ostatnio Shrieka: posłowie, Jeffa VanderMeera. Jak już pisałem na którymś forum: może nie tak szalone jak Miasto.. ale dalej dobre. Dajmy głos Janice Shriek, narratorce i handlarce obrazami:

"Jednakże w Nowej Sztuce wkrótce zaczęło chodzić o coś innego niż o ekspresję artystyczną. Pojawiły się zawężone kryteria, według których każde dzieło sztuki klasyfikowano jako Nową Sztukę, albo jako Nie-Nową Sztukę. To drugie lekceważono, uważając za mało ważne, bądź mniej ambitne. Przyznaję, że sama również prezentowałam takie nastawienie, choć kierowały mną etycznie nieskazitelne powody – chciałam, żeby moja galeria zarabiała. Dlatego starałam się przyklejać wszystkim wystawianym u mnie etykietę >>Nowej sztuki<<, niezależnie czy chodziło o eksperymentalne kombinacje technik malarskich, czy oklepane pejzaże z barkami mieszkalnymi beztrosko unoszącymi się na rzece Moth
>>Oto ironiczny manifest Nowej Sztuki<<, mawiałam o tychże pejzażach, mentalnie przyklękając przed najnowszym potencjalnym klientem. >>W kontekście nowej sztuki ten obraz stanowi potępienie samego siebie w najsilniejszy możliwy sposób<<.
Muszę przyznać, że uwielbiałam tę nieprzewidywalność – nie ma niczego bardziej wyzwalającego niż granie w nielogiczną grę, której zasady tylko ty rozumiesz”


Czy to nie jest najlepszy i najszczerszy możliwy opis New Weirdu? A niby był taki nieuchwytny i niepoznawalny. Kolejny duch okazał się podwójnie naświetloną kliszą.

I jeszcze raz Janice:

„Tymczasem ci z nas, którzy nie byli podporządkowani ślepej ideologii, musieli znosić olbrzymie wiece natywistów, ich umoralniające przemowy, kampanie pisanie listów, które rozpoczynali, gdy tylko ktoś miał czelność wydobyć na światło dzienne coś, co choćby w najmniejszy sposób zagrażało ich wizji świata”

Nie brzmi to znajomo?
(i tak popełniłem najbardziej polityczny wpis na moim blogasku; wieczorem będę miał moralniaka).

1 komentarz: