Możecie pomyśleć, że zacząłem się utożsamiać z Wilqiem superbohaterem. Możecie pomyśleć też, że sytuacja jest jak z filmu Fanatyk – któregoś dnia zawaliłem kolosa, podczas gdy grupowy pijus zaliczył na maksa, przez co ja, uwalony student, założyłem dres, w rękę chwyciłem bejsbol, po czym ruszyłem robić na miasteczku studenckim regularny Postal.
Prawda jest taka, że jestem dziwnym studentem. Studentem w swoim mieście. Do tego mieszkającym w najodleglejszych z możliwych dzielnic. Nocą strach wyjść z domu, żeby nie wypaść za krawędź świata i nie rozbić się o skorupę Żółwia. Przez tę podwójnie nieszczęsną sytuację wypadłem ze studenckiego życia. Ma to coś z autyzmu, albo wycieczki do Tokio. Stan nieustanego zdumienia, niezrozumienia, zachwytu i obrzydzenia. Cała akademikowa mitologia jest dla mnie mitologią właśnie, bo znam ją z opowieści, nie z życia. Na oczy widuję pochodne studenckich funkcji życiowych: klapki noszone ledwie śnieg spłynie, piątkowe popołudnia w autobusie, gdzie każdy usilnie próbuje stanąć w poprzek przejścia z plecakiem na stelażu. Specyficzne relacje, w których nie biorę udziału. Podłe żarcie z mikrofali, podłe piwo z puszki.
Żebyście nie wyobrażali sobie, że dyszę z nienawiści. Są też rzeczy, których zazdroszczę. Studiów jako przedłużonego dzieciństwa, tyle lepszego, że wreszcie bez opiekunów i sprzątania. Pięciu minut na uczelnię i dziesięciu na Rynek (kiedy ja przy korzystnych wiatrach wlekę się godzinę). Dziś, na przykład, przepadł mi kurs salsy i półmetek na jakimś pełnym panienek kierunku (można zatem ten wpis uznać za suplement do wpisu o ścisłowcach i humanistach). Kumple nie powiedzieli, bo przecież i tak zawsze wylatuję z zajęć pierwszy (żeby zdążyć na autobus), a wszystkie sytuacje towarzyskie muszę planować tydzień w przód. Jak ja bym chciał studiować gdzieś poza rodzinnym miastem. Wrocław, Poznań. To byłoby życie.
I miałbym laptopa.
Bo tego chyba najbardziej zazdroszczę. Mieć laptopa, nie marnować okienek w podziale zajęć, założyć konto w uczelnianym wi-fi i pisać blogowe posty na nudnych wykładach. To byłoby życie.
Zazdrość o penisa (Freud).
Zazdrość o laptopa (Ziuta).
Chesley Bonestell's Lost Industrial Lithographs #1 of 32
37 minut temu