sobota, 19 maja 2018

Sezon nagród: część druga

Miesiąc temu pisałem o nominacjach do Żuławi. Wczoraj zaś ogłoszono nominacje do Zajdli. Oto oni:
Opowiadanie:
  • Leszek Bigos — Ecce homo (Smokopolitan 3/2017)

  • Dawid Cieśla — Diabolus ex machina (Fantazje Zielonogórskie VII)

  • Marta Kisiel — Szaławiła (Uroboros)

  • Magdalena Kucenty — #Eudajmonia (Nowa Fantastyka 6/2017)

  • Przemysław Zańko — Chwała (Nowa Fantastyka 10/2017)

Powieść:
  • Anna Kańtoch — Niepełnia (Powergraph)

  • Rafał Kosik — Różaniec (Powergraph)

  • Marta Krajewska — Zaszyj oczy wilkom (Genius Creations)

  • Paweł Majka — Wojny przestrzeni (Genius Creations)

  • Artur Olchowy — Czarownica znad Kałuży (Genius Creations)

Jak co roku możemy bawić się we wróżby i analizy.
Przede wszystkim — na 10 nominowanych, tylko trzech nie otarło się ani razu o nagrodę: Bigos, Cieśla i Olchowy. Z postaci znanych mamy zajdlowską gigantkę Anię Kańtoch (dotychczas 5 statuetek i 5 nominacji), znanego i lubianego Rafała Kosika (1 statuetka i 1 nominacja), lubianego chyba bardziej przez inteligentów od Żuławia niż zajdlowską klasę ludową Pawła Majkę (jak na razie trzy nominacje przeciw dwóm nagrodom głównym)  oraz czwórkę autorów bez nagród ale już z co najmniej dwiema nominacjami na koncie (Kisiel, Krajewska, Kucenty, Zańko).
Z tej czwórki Martę Krajewską i Martę Kisiel chyba można już przenieść z listy młodych i aspirujących, na listę rozpoznawalnych, z dorobkiem.

Z mojej perspektywy osoby chcące wziąć udział w Zewie Zajdla jest lepiej niż rok temu, kiedy musiałem na wyścigi nadrabiać cykle Kisiel i Cholewy. Z powieści nie miałem tylko w rękach Czarownicy znad kałuży. Resztę albo już przeczytałem, albo jestem w trakcie (Różaniec). Opowiadań rano nie znałem ani jednego, ale wystarczyło ułożyć stosik z Nowych Fantastyk, żeby Zańko przeczytał się właściwie sam (to raptem 3,5 strony). Jeszcze tylko skombinować skądś Fantazje zielonogórskie (albo doczekać się tradycyjnej darmowej antologii) i do Torunia na Polcon będę mógł pojechać jako Świadomy Czytelnik.

Szersza perspektywa zaś jest jak co roku ciekawa. Oczywiście jak co roku trzymam kciuki, by uhonorowano najlepsze teksty. Ale co Zajdle oznaczają dla zbiorowości? Od dawna mówi się, że nie poprawiają laureatom sprzedaży — ale to nie jest żaden zarzut, bo Kańtoch, Wegner, Piskorski czy Cholewa już wcześniej zdążyli dotrzeć do czytelników. Dla nich nagroda jest raczej podsumowaniem niż dopalaczem. Ciekawym eksperymentem byłaby statuetka dla kogoś w rodzaju Krajewskiej czy Olchowego — lecz tu się boję, że zamiast pozytywnego kopa dla kariery skończyłoby się kolejną awanturą o ustawione głosowania. A nie chcemy chyba do nich wracać.
Jest wreszcie kwestia opowiadań, czyli tego, co już wspominałem w poprzednim wpisie. Odłóżmy na bok sentymenty i nostalgię, ale prawdą chyba jest, że kiedyś opowiadanie fantastyczne miało większą moc. I nagroda za nie była czymś o wiele ważniejszym, niż dziś. W efekcie mamy dwie teoretycznie równorzędne kategorie Zajdla, ale w praktyce jedna jest na doczepkę. I jeśli wywołuje jakieś emocje, to tylko kiedy wybuchnie kolejna fandomowa drama.
A chcemy żeby to literatura wygrywała.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz